Kosmetyczne odkrycia minionego lata cz.1

21.10.2015
Autor:

Chociaż wysokie temperatury sporadycznie jeszcze dopieszczają nasze ciała, śmiało możemy powiedzieć, że tegoroczne lato już się zakończyło i na jego miejscu zagościła jesień.

Dzięki kilku WIELKIM odkryciom udało mi się przeżyć tropikalne wręcz upały lub też przeżywałam je bardziej komfortowo. Oto one.

  1. Na pierwszym miejscu coś, co pozwoliło moim stopom zawsze wyglądać dobrze – elektryczny pilnik do stóp Scholl. Uważam, że była to moja najlepsza kosmetyczna inwestycja. Ja posiadam swój pilnik w wersji różowej, na rynku znajduje się jeszcze wersja niebieska i o ile dobrze wiem, to niczym się między sobą nie różnią (być może jestem w błędzie?). Pedicure przy użyciu tego pilnika jest bardzo porównywalny do zabiegu w gabinecie kosmetycznym, przy czym zaoszczędzamy swoje pieniądze i czas robiąc to w domu. Bardzo wygodny w użyciu i co najważniejsze – domownicy mogą również korzystać z Waszego urządzenia – wystarczy, że dokupią sobie wymienne diamentowe głowice. Uważam,  że bardzo dużym atutem jest to, że podczas większego nacisku na głowicę podczas wykonywania pedicure, spowalnia ona swoje obroty dzięki czemu unikamy przetarcia naskórka. Minusem jest dla mnie brak regulacji szybkości obrotów.
    scholl różowy
    scholl niebieski
  2. Kolejny produkt powinien być na równi z zakupem Scholla. Przetrwał ekstremalne warunki podczas tegorocznych upałów, kiedy sytuacja wymagała ode mnie perfekcyjnie wyglądającej skóry. Tak – ten produkt śmiało można nazwać wodoodpornym. Mowa o perfekcyjnym podkładzie od Estee Lauder Double Wear. Jedynym minusem, jaki zauważyłam, to jego opakowanie. Produkt musimy wylewać z opakowania, ponieważ jest ono bez aplikatora lub pompki. Natomiast biorąc pod uwagę to, jak dobrze się spisuje, na tę drobną wadę można przymknąć oko. Podobno nie jest polecany skórom suchym, ja natomiast jako bazę pod Double Wear zastostosowałam mocno nawilżający krem i nie zauważyłam po kilkunastu aplikacjach, aby zmienił kondycję mojej skóry. W przypadku cery tłustej bazą mogą być produkty wygładzające, ponieważ bazy matujące w tym przypadku są zupełnie zbędne. Owszem, przy nieumiejętnej aplikacji można stworzyć na swojej twarzy efekt odwrotny od zamierzonego – tzw. “efekt maski”. Metodą prób i błędów mi najlepiej aplikuje się go zwilżoną gąbeczką do makijażu od Real Techniqes lub tym pędzlem do makijażu od The Balm. Jeśli chodzi o pędzel, to po kilku aplikacjach bardzo ciężko jest go domyć, ponieważ jest bardzo zbity, a ja jeszcze nie znalazłam na niego sposobu.
    Wracając do podkładu – jego wykończenie to “suchy mat”, właściwie nie wymaga przypudrowania, chyba że warunki będą naprawdę ekstremalne (zabawa w 35-stopniowym upale, w nieklimatyzowanym pomieszczeniu).double

W kolejnym artykule opiszę Wam moje pielęgnacyjne odkrycia minionego lata.